sobota, 27 września 2014

Od Maxi

Pewnej nocy sie obudziłam. Obudziło mnie bardzo jasne światło księżyca które nie pozwalało mnie spać.
Poszłam sobie zapolować i zobaczyłam dużą sarnę. Zapolowałam na nią ale niestety mi się nie udało.
- Cześć - usłyszałam
- Oj! - przestraszyłam się
- hej nie bój sie, to ja, hondo.
- o cześć! Nie słyszałam cie
- taki był mój zamiar. Chodź dogonimy ta sarnę.
-Ok
Pobiegliśmy szybko, ale ja szybciej bo miałam taką moc. Sarna bardzo szybko uciekała ale po chwili złamała sobie kończynę i padła!
- Ha! - krzyknął Hondo.
- Jej! - ucieszyłam się i zjedliśmy sarnę. Była pyszna i potem położyliśmy się najedzeni.
Hondo dokończysz to?

Od Maxi

Pewnego dnia poszłam do lasu polować. Upolowałam sarnę i zobaczyłam jakiegoś wilka.
- Hej - powiedziałam.
- Hej - powiedział nieprzyjaźnie - Co tu robisz? Nie znam cię.
- Jestem Maxi i szukam jakiejś watahy bo nie mam domu.
- Hondo. Należę do watahy zorzy.
- Mogę do niej dołączyć?
- Nie wiem, chodź spytajmy alfy.
Poszliśmy przez las i po chwili weszliśmy do groty.
- Leo - powiedział Hondo do innego wilka. - Ta wilczyca szuka watahy, może dołączyć?
- Jak masz na imie? - spytał Leo.
- Maxi. To mogę do was dołączyć?
- Raczej tak, czemu nie?
- fajnie dzięki! - uśmiechnęłam się i pobiegłam do groty.
W grocie poszłam zmęczona spać.
Następnego dnia pobiegłam prosto do groty Hondo ale jego nie było.

Hondo dokończ?

czwartek, 25 września 2014

Dołączyła Maxi!


Imię: Maxi
Wiek: 5 lat
Płeć: wadera
Stanowisko: szpieg
Charakter: sprytna, miła, zaradna, ciekawska, dociekliwa, odważna, towarzyska
Umiejętności: skradanie się bezszelestnie, szybkie bieganie
Magia: niewidzialność, bardzo szybkie bieganie, bardzo dalekie skakanie, super wyostrzone zmysły
Rodzina: brak
Zauroczenie: Hondo
Partner: chce mieć
Potomstwo: chce mieć
Historia: Maxi została wyrzucona z watahy a jej rodziców zabili. Wtedy Maxi znalazła watahe zorzy.
PK: (Na początku wpisz 0)
Nick: z howrse konia555

środa, 24 września 2014

Od Crunchy'ego

    Był piękny dzień, słońce świeciło na niebie niczym jasny płomień ogrzewając przy tym całą watahę i roztapiając biały zimny śnieg. Wymarzona pogoda właściwie na wszystko, ale ja wybrałem huśtanie się na drzewie. Tak, dosłownie huśtałem się na drzewie, które całe kołysało się w przód i w tył pod wpływem silnego podmuchu wiatru, który sam własnoręcznie wywołałem. Uwielbiałem używać magii bez powodu kiedy nie miałem nic lepszego do roboty!
    Ale nagle z za krzaków wyskoczył wilk trzymając w zębach jakąś zdobycz przypominającą zająca. Zatrzymał się pod "moim drzewem" więc przestałem nim trząść. To był Diabeł - Alfa Watahy Zorzy i mój jedyny kolega! Zachichotałem pod nosem kiedy Leo zjadał swoją zdobycz i szybko wzbiłem się w powietrze strącając czapę śniegu na wilka. Poleciałem wysoko nad las śmiejąc się głośno. Zatrzymałem się na takiej wysokości z której mogłem widzieć większą część terenów watahy, zrobiłem salto w tył i zacząłem swobodnie spadać. Byłem zupełnie rozluźniony do momentu kiedy znalazłem się trzy metry nad ziemią. Wtedy właśnie wyhamowałem i delikatnie przysiadłem na śniegu wpatrując się z głupim uśmiechem w Diabełka, który właśnie otrzepywał się ze śniegu.
- Śmieszne? - spytałem.
- Taaa... Bardzo. Boki zrywać - prychnął Diabeł patrząc na mnie z kamiennym wyrazem pyska.
- Co nie?! Boki! - zacząłem się tarzać ze śmiechu, a kiedy się podniosłem dostałem od niego śnieżką prosto w nos - Auć! - pisnąłem nie tracąc jednak dobrego humoru.
- Wiesz, że nie lubię śniegu! - powiedział Leo.
- Wiem, wiem o to się nie martw - odparłem sarkastycznie i dalej nie wiem co się stało bo Leo uderzył mnie prosto w głowę. Zemdlałem...

Kiedy się ocknąłem ujżałam nad sobą wielką, zieloną żabę. Dopiero po chwili zorientowałem się, że tak na prawdę była to White. Kiedy tylko spostrzegła, że się ocknąłem spytała.
- Co robisz w mojej grocie?!
- Co? - dopiero teraz spostrzegłem, że siedzę w czyjejś grocie (mówiąc czyjejś miałem na myśli grotę White). Zastanowiłem się jak mogłem się tu znaleźć aż wreszcie wpadłem na niezwykle inteligentny pomysł, że Diabeł mógł mnie tu przenieść gdy byłem nieprzytomny - Śmieszne? - wyjąkałem z bolącą głową.
- Nie! - warknęła z wyraźnie niezachwyconym wyrazem pyska.
- Boli mnie głowa wiesz?
- Nie no naprawdę? Przecież masz guza, jak bym miała nie zauważyć?!
- I co zamierzasz z tym zrobić? Z tego co wiem to chyba jesteś zielarzem - uśmiechnąłem się. wilczyca westchnęła zrezygnowana i zaraz przyniosła jakieś dziwne zioła, którymi obłożyła mojego guza. Następnie kazała mi siedzieć pięć minut z tym cudownym "kapeluszem" i się nie ruszać! Oczywiście nie mogłem wytrzymać i co chwilę podskakiwałem zniecierpliwiony i poirytowany tą bezczynną czynnością. Wreszcie gdy zdjąłem okład mój guz znikł jak za sprawą zaklęcia (bo to było zaklęcie XD), a ja uradowany wybiegłam na zewnątrz.
    Rozwinąłem prędkość startującego samolowu i wystrzeliłem w górę zostawiając za sobą ślad na śniegu. Poleciałem nad lasem i  tuż nad jeziorem prawieże dotykając jego zmrożonego tafli łapami. Byłem szczęśliwy, że wreszcie mogę się ruszać! Wykonałem w powietrzu trzy salta w przód, trzy w tył, beczkę, korek, korkociąg, śrubę, spiralę, obroty, slalom między drzewami i jeszcze mnóstwo właśnie przeze mnie wymyślonych sztuczek, które tak na prawdę w większości się wiele nie różniły. Następnie lecąc już prosto chytrze namierzyłem z góry Diabełka. Zapikowalem w dół i niczym kometa wpadłem w grubą warstwę śniegu nic sobie na szczęście nie robiąc. Trwało to chwilę zanim się wykopałem spowrotem na powierzchnię, ale zastałem tam zdziwioną minę Leo.
- Cześć koleszko!  - wykrzyknąłwm i obdażyłem go szczerym uśmiechem. - Dawno się nie widzieliśmy!
- No tak, aż pół godziny - przyznał sarkastycznie.
- To niezwykle długo co nie? - drażniłam się z nim.
- Aha.. Co teraz robimy?
- Nie wiem, możemy pójść dla zabawy kogoś szpiegować albo sprawdzić czy przypadkiem nikt NAS nie szpieguje, co?
- A może... zajżymy do White albo May?
Nastała chwila ciszy, którą przerwałem taką oto mądrą wypowiedzią:
- Eeeeee! - co miało oznaczać dezaprobatę gdyż nie chciało mi się znowu iść do tej dziwnej zielarki, która denerwuje się jak jej ktoś do groty włazi!

Leo? To w końcu co robimy?

wtorek, 23 września 2014

Od Leo Cd May

- Tak właściwie to ja powinienem stawiać tobie warunki jak coś, ale dobra mogę się na to zgodzić - stwierdziłem mierząc waderę mniej przyjaznym spojrzeniem, chodź miałem jeszcze parę iskier nadziei, że się zaprzyjaźnimy - Ani ja, ani Crun nie będziemy raczej tęsknić za twoim towarzystwem.
Wilczyca ziewnęła dając mi do zrozumienia, że nie obchodzi ją wcale to co mówię po czym odbiegła.
- To było... Dziwne - stwierdziłem.
- Dziwnie to musiała się poczuć ona - Crunchy parsknął śmiechem - To był kiepski podryw stary...
- Zamknij pysk - warknąłem nieco poirytowany wcześniejszym przebiegiem wydarzeń, myśląc jednocześnie o tym, że z May raczej nic nie wyjdzie. Mówi się trudno...
- Co ty na spacerek w góry? - zagadnął basior patrząc na mnie łobuzersko.
- Jeśli chodzi ci o zawleczenie mnie na sam szczyt najwyższej góry w Gwieździstych Górach i zepchnięcie z niego tylko po ty żeby mnie zabić i zostać Alfą, to nie dzięki - zaśmiałem się.
- Ależ ty masz mordercze myśli Diable - westchnął Crun z pobłażliwą miną - Chodziło mi o zwykły spacer i rozładowanie ADHD, ale jak chcesz...
- To chodź - podjąłem szybko decyzje wszystkich za i przeciw, a następnie ruszyłem za przyjacielem. Szliśmy w ciszy lecz nie była ona krępująca bo oboje czuliśmy się dobrze i swobodnie w swoim towarzystwie. Rozglądałem się ciekawie dookoła mimo, że już dobrze znałem widoki w mojej watasze. Było jednak fajnie wpatrywać się w migoczący lód zamarzniętego jeziora czy w śnieg osuwający się powoli z sosnowych drzew.
- A co zrobimy kiedy już dojdziemy do tych gór? - spytałem z powątpiewaniem.
- Pokażę ci coś fajnego - głos Crunchy'ego był bardzo tajemniczy - Zobaczysz spodoba ci się.
- Tylko nie coś co już znam, bo to było by mega nudne - jęknąłem.
- Raczej nie znasz. Jest to związane z zimą i kochają to małe wilczki. To coś lepszego od twojego baletu - basior zaśmiał się, a jego głos odbił się echem od skał do których powoli dochodziliśmy.
- Po pierwsze nie uprawiam baletu ty idioto, a po drugie zabawa dla szczeniaków jest na twoim poziomie, a nie na moim więc mogę tylko postać sobie i ponabijać się z ciebie patrząc jak robisz tą tak bardzo zachwalaną przez siebie czynność - wyszczerzyłem się wrednie widząc nieco urażoną minę przyjaciela.


Crun? Domyślasz się co lubią robić małe wilczki (dzieci) w zimie? I w tym celu Leo i Crunchy udają się w góry... Wysil mózgownicę!

Od May Cd Leo

Zacisnęłam usta w cienką linię. Z być może przesadną melancholią wbiłam w niego zdecydowane spojrzenie. Biłam się z myślami w milczeniu, a pomimo tego miałam skrupuły patrzeć mu w oczy. Powiał północny szkwał, sunąc gwałtownie po brylastym śniegu. Samiec niecierpliwie bądź z zimna przebierał łapami w miejscu; jego sierść pokryła się matowym szronem. Wydęłam nieco dolną wargę, wspinając się wyżej na łapach.
- No? – ponaglał mnie, strzyżąc uszami. Zamknęłam mocno powieki, oddychając głęboko mroźnym powietrzem. Odcisnąwszy łapę w ubitym śniegu, naprężyłam mięśnie.
- Owszem. Dołączę, ale pod jednym warunkiem. – oznajmiłam wreszcie, po kilku wojnach wewnętrznych, które odbyć musiałam. Cofnęłam się o krok, zapierając łapami.
- Jakim?
Oczy wilka błysnęły.
- Ty i ten twój kretyński kolega będziecie trzymać się ode mnie z daleka.
Moje słowa nie były wypowiedziane z przesadną irytacją czy sympatią. Biło od nich zrezygnowanie wymieszane z obojętnością.
{Leo?}

Od Leo

Zaśmiałem się widząc rozciągniętego niedaleko mnie Crunchy'ego, który śpiąc chrapał głośno. Tej nocy spał w mojej grocie ponieważ uznaliśmy, że tak będzie zabawniej i wieczorem opowiadaliśmy sobie kawały czy historie o duchach. Musiała być już nieco późna pora bo ostre promienie słońca padały prosto na mojego śpiącego przyjaciela. Zdziwiłem się, że się jeszcze nie obudził. Wszystkiemu kiedyś nadchodzi kres więc i ten słodki sen musiał kiedyś się skończyć...
- Rusz cztery litery i przynieś mi śniadanko! - zawołałem prosto do ucha basiora.
- Co?! - zerwał się na równe nogi patrząc na mnie nieprzytomnie.
- Chodź idziemy zapolować - powiedziałem i nie czekając na reakcję Crun'a wybiegłem z groty i zbiegłem po stromym zboczu kierując się w stronę wrzosowisk z zamiarem upolowania jakiegoś jelonka. Odwróciłem się i zobaczyłem pędzącego prosto na mnie przyjaciela.
- Do ataku! - basior całą swoją siłą wleciał we mnie przewracając mnie na łopatki - Broń się!
- Sam się broń - warknąłem przetaczając się tak, że teraz ja byłem nad nim zanim zdążył zrobić cokolwiek podniosłem się i zacząłem iść we wcześniej zamierzonym kierunku.
- Tchórz - skomentował ze złością podbiegając do mnie i teraz szliśmy obok siebie.
- Wcale nie - zaprzeczyłem tonem małego wilczka - Ja po prostu wygrałem.
- Akurat - prychnął, ale gdy nie odpowiadałem zmienił temat - Na co zapolujemy?
- Pomyślałem sobie, że na jelenia, jeśli się jakiś napatoczy. Co o tym myślisz? - zagadnąłem uśmiechając się.
- Brzmi apetycznie - wymruczał - O popatrz tam jest stadko.
Zaśmiałem się i oboje zaczęliśmy się skradać. Po porozumieniu wzrokowym rzuciliśmy się na największego powalając go po krótkiej walce.
- Nie przejecie się? - usłyszeliśmy głos i zobaczyliśmy podchodzącą do nas Whitefall. Wadera patrzyła z powątpiewaniem na wielkie zwierze i na nas najpewniej nie wierząc, że go zjemy.
- Nawet nie wiesz ile może pomieścić żołądek basiora - zaśmiał się Crunch.
- Zakładam, że dużo, ale żebyście na starość nie byli grubasami to mogę wam pomóc z jedzeniem. Oczywiście wyłącznie w trosce o was, a nie dla tego, że nie jadłam jeszcze śniadania i nie chce mi się polować - wyjaśniła z sarkazmem wskazującym, że jej wypowiedź powinniśmy odebrać w innej kolejności.
- Taa... - mruknąłem - Troszkę możesz zjeść, co Crun?
- I tak nie zmieścisz dużo więc tą odrobinkę możemy poświęcić.
Tak więc wszyscy troje zabraliśmy się za wcinanie zwierzyny.

Crun? White?