poniedziałek, 22 września 2014

Od White

Przed świtem. Było jeszcze ciemno i zimno. Cały świat spowiła gęsta mgła osiadająca nad ziemią. W lesie było rześkie powietrze, a gęste gałęzie tworzyły czarny dach nie dopuszczający ani kropli światła rozlewającego się powoli po niebie. Cicho stąpałam po śniegu tak białym jak moje futro. Nie miałam wyboru, musiałam iść przed siebie. Z tyłu, z prawej i z lewej otaczała mnie ciemność, głucha cisza, gałęzie nie poruszane najlżejszym tchnieniem wiatru. Lecz z przodu, gdzieś daleko przed sobą widziałam delikatny zarys drzew rozświetlany od tyłu lekkim blaskiem porannego słońca...
To było wyjście. To był koniec. Koniec tego piekielnego lasu! Brama widniejąca gdzieś przede mną niczym dziurka od klucza przez, którą widać jedynie maleńki fragment snu. Pięknego snu, który z każdym moim krokiem przybliża się do mnie i oddala koszmar.
Zaczęłam biec. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać. Byłam ciekawa tego co zobaczę po drugiej stronie. Czarne drzewa przemykały obok mnie, a ja już nie zważałam na okropne cienie i straszne dźwięki z głębi ciemności. Miałam tylko jeden cel. Wyjść na światło wschodu.
Kiedy wreszcie przekroczyłam granicę lasu zobaczyłam łąki pokryte śniegiem migoczącym w pomarańczowym świetle słońca. Ujrzałam lasy, góry i jeziora. Mimo, że ten cały krajobraz był biały i spowity warstwą zimowego snu, to widziałam w nim życie i szczęście. Nie spojrzałam w tył. Nie odważyłam się obrócić, bo wtedy zobaczyłabym z powrotem ten koszmar. Teraz przebudziłam się z niego i nie interesował mnie ponieważ oto trafiłam do raju, do cudownego snu, który oby nigdy się nie skończył.
Z pyska leciała mi para, zamknęłam oczy i wciągnęłam do płuc rześkie i czyste powietrze. Stałam na wzgórzu i coś mi mówiło, że właśnie patrzę na mój nowy dom. Że to dopiero początek snu. Że już tu zostanę.

Zbiegłam po pagórku tak szybko, że nie zauważyłam jak wpadam na jakiegoś wilka. Zderzyliśmy się i potoczyliśmy kilka metrów dalej. Rozbolała mnie głowa i przednia łapa, ale wstałam i z zaciekawieniem przyjrzałam się postaci, z którą właśnie zaliczyłam zderzenie czołowe. Był to nieco większy ode mnie i przystojny basior o futrze w odcieniach brązu, szarości i czerwieni; płomiennych, błyszczących oczach i dużych postawionych uszach. Lekko się uśmiechnął, a ja w jednej chwili zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie. Nie wiedziałam czy się rumienię czy nie ale wiedziałam, że jeśli tak to bardzo widać to na moim białym futrze. Nie ukrywam, że chyba się w nim zakochałam.
- Eeee - wydukałam.
- Jak masz na imię i skąd przyszłaś, bo chyba mi nie powiesz, że stamtąd - wskazał głową straszny mroczny las za moimi plecami, a mnie przebiegł dreszcz.
- Tak, właśnie stamtąd przyszłam - odpowiedziałam trochę nie pewnie ponieważ ton z jakim on mówił nie wskazywał na to, że owe miejsce jest przyjazne. Sama z resztą tego doświadczyłam. Basior wytrzeszczył swoje oczy, które wydały się teraz jeszcze bardziej błyszczące.
- Jakim cudem? - spytał ze zdziwieniem - Jakim cudem przeszłaś przez ten las? Jeszcze nikt tam nie wszedł!
- Weszłam do niego wraz z dwójką przyjaciół... - zawahałam się. Nie mogłam wydusić zdania o tym, że ich straciłam. Tak na prawdę nie miałam pojęcia co się z nimi stało. To było tak dawno... a przynajmniej tak właśnie mi się zdawało. Zapadła chwilowa cisza, którą znów przerwał wilk.
- Nie przedstawiłaś mi się... I ja tobie też, jestem Leo.
- Snowfall. Ale mów do mnie White - uśmiechnęłam się - Należysz do watahy?
- No można tak powiedzieć, bo właściwie to ją prowadzę... - przyznał skromnie.
- Jesteś Alfą?! - zachwyciłam się.
- Tak, założyłem Watahę Zorzy, a ty z której jesteś watahy?
- Eeee, z Watahy Pięciu Światów. To ogromna wataha położona za tym lasem...i za górami. Tam daleko na północy znajduje się mój dom - zaczęliśmy powoli iść - Ale tak naprawę to nie wiem skąd pochodzę, bo rodzice podrzucili mnie innej rodzinie. A ty jaką masz historię? - spytałam na końcu.
- Moja historia nie jest taka dramatyczna ani ciekawa jak twoja. Po prostu w młodości rodzice rozpuszczali mnie, aż się wściekłem i uciekłem od nich.
- Serio? - zaśmiałam się.
- No - odwzajemnił uśmiech. - Właśnie, nie spytałem cię czy wobec tego chcesz się zatrzymać w Watasze Zorzy?
- Pewnie! - wykrzyknęłam zadowolona. - Dziękuję!
- Super, idziemy na spacer? Musze ci pokazać tereny.
- Dobra - odparłam z zapałem i ruszyliśmy szybciej. Leo oprowadził mnie po terenach watahy. Trwało to długo ale bynajmniej mi się nie nudziło. W Watasze Zorzy zobaczyłam malownicze lasy jak z bajki, które ośnieżone wydawały mi się tak piękne i delikatne, a jednocześnie tak zwykłe. Ośnieżone szczyty gór niknące gdzieś wysoko w chmurach wyglądały jak potężne skalne olbrzymy, które już wieki temu zapadły w sen zimowy, z którego już nigdy się nie obudzą... A rozległe łąki teraz w zimie były całkiem białe, a śnieg błyszczał jakby paliły się na nim tysiące maleńkich świeczek. Później Leo pokazał mi jezioro, które pokrywała tak gruba warstwa lodu, że spokojnie mogliśmy na nie wejść. Śmiałam się jak szczeniak kiedy co chwilę upadałam ślizgając się po jego powierzchni.
Na samym końcu Alfa zaprowadził mnie do wilczych grot położonych blisko siebie. Jedną z nich miałam sobie wybrać na mieszkanie, a mój wybór padł na niewielką przytulną grotę w "narożniku" skały, której wejście przystawione głazem było niemal niewidoczne dla kogoś kto patrzył od boku.
- Jeszcze raz ci dziękuję - powiedziałam do niego. Wiał leciutki wietrzyk, a słońce jak to w zimie wczesną porą chyliło się ku zachodowi. Popatrzyłam na niego jeszcze raz, uśmiechnęłam się i zniknęłam w wejściu do mojego nowego domu.



Leo jak chcesz, możesz dokończyć :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz