Był piękny dzień, słońce świeciło na niebie niczym jasny płomień ogrzewając przy tym całą watahę i roztapiając biały zimny śnieg. Wymarzona pogoda właściwie na wszystko, ale ja wybrałem huśtanie się na drzewie. Tak, dosłownie huśtałem się na drzewie, które całe kołysało się w przód i w tył pod wpływem silnego podmuchu wiatru, który sam własnoręcznie wywołałem. Uwielbiałem używać magii bez powodu kiedy nie miałem nic lepszego do roboty!
Ale nagle z za krzaków wyskoczył wilk trzymając w zębach jakąś zdobycz przypominającą zająca. Zatrzymał się pod "moim drzewem" więc przestałem nim trząść. To był Diabeł - Alfa Watahy Zorzy i mój jedyny kolega! Zachichotałem pod nosem kiedy Leo zjadał swoją zdobycz i szybko wzbiłem się w powietrze strącając czapę śniegu na wilka. Poleciałem wysoko nad las śmiejąc się głośno. Zatrzymałem się na takiej wysokości z której mogłem widzieć większą część terenów watahy, zrobiłem salto w tył i zacząłem swobodnie spadać. Byłem zupełnie rozluźniony do momentu kiedy znalazłem się trzy metry nad ziemią. Wtedy właśnie wyhamowałem i delikatnie przysiadłem na śniegu wpatrując się z głupim uśmiechem w Diabełka, który właśnie otrzepywał się ze śniegu.
- Śmieszne? - spytałem.
- Taaa... Bardzo. Boki zrywać - prychnął Diabeł patrząc na mnie z kamiennym wyrazem pyska.
- Co nie?! Boki! - zacząłem się tarzać ze śmiechu, a kiedy się podniosłem dostałem od niego śnieżką prosto w nos - Auć! - pisnąłem nie tracąc jednak dobrego humoru.
- Wiesz, że nie lubię śniegu! - powiedział Leo.
- Wiem, wiem o to się nie martw - odparłem sarkastycznie i dalej nie wiem co się stało bo Leo uderzył mnie prosto w głowę. Zemdlałem...
Kiedy się ocknąłem ujżałam nad sobą wielką, zieloną żabę. Dopiero po chwili zorientowałem się, że tak na prawdę była to White. Kiedy tylko spostrzegła, że się ocknąłem spytała.
- Co robisz w mojej grocie?!
- Co? - dopiero teraz spostrzegłem, że siedzę w czyjejś grocie (mówiąc czyjejś miałem na myśli grotę White). Zastanowiłem się jak mogłem się tu znaleźć aż wreszcie wpadłem na niezwykle inteligentny pomysł, że Diabeł mógł mnie tu przenieść gdy byłem nieprzytomny - Śmieszne? - wyjąkałem z bolącą głową.
- Nie! - warknęła z wyraźnie niezachwyconym wyrazem pyska.
- Boli mnie głowa wiesz?
- Nie no naprawdę? Przecież masz guza, jak bym miała nie zauważyć?!
- I co zamierzasz z tym zrobić? Z tego co wiem to chyba jesteś zielarzem - uśmiechnąłem się. wilczyca westchnęła zrezygnowana i zaraz przyniosła jakieś dziwne zioła, którymi obłożyła mojego guza. Następnie kazała mi siedzieć pięć minut z tym cudownym "kapeluszem" i się nie ruszać! Oczywiście nie mogłem wytrzymać i co chwilę podskakiwałem zniecierpliwiony i poirytowany tą bezczynną czynnością. Wreszcie gdy zdjąłem okład mój guz znikł jak za sprawą zaklęcia (bo to było zaklęcie XD), a ja uradowany wybiegłam na zewnątrz.
Rozwinąłem prędkość startującego samolowu i wystrzeliłem w górę zostawiając za sobą ślad na śniegu. Poleciałem nad lasem i tuż nad jeziorem prawieże dotykając jego zmrożonego tafli łapami. Byłem szczęśliwy, że wreszcie mogę się ruszać! Wykonałem w powietrzu trzy salta w przód, trzy w tył, beczkę, korek, korkociąg, śrubę, spiralę, obroty, slalom między drzewami i jeszcze mnóstwo właśnie przeze mnie wymyślonych sztuczek, które tak na prawdę w większości się wiele nie różniły. Następnie lecąc już prosto chytrze namierzyłem z góry Diabełka. Zapikowalem w dół i niczym kometa wpadłem w grubą warstwę śniegu nic sobie na szczęście nie robiąc. Trwało to chwilę zanim się wykopałem spowrotem na powierzchnię, ale zastałem tam zdziwioną minę Leo.
- Cześć koleszko! - wykrzyknąłwm i obdażyłem go szczerym uśmiechem. - Dawno się nie widzieliśmy!
- No tak, aż pół godziny - przyznał sarkastycznie.
- To niezwykle długo co nie? - drażniłam się z nim.
- Aha.. Co teraz robimy?
- Nie wiem, możemy pójść dla zabawy kogoś szpiegować albo sprawdzić czy przypadkiem nikt NAS nie szpieguje, co?
- A może... zajżymy do White albo May?
Nastała chwila ciszy, którą przerwałem taką oto mądrą wypowiedzią:
- Eeeeee! - co miało oznaczać dezaprobatę gdyż nie chciało mi się znowu iść do tej dziwnej zielarki, która denerwuje się jak jej ktoś do groty włazi!
Leo? To w końcu co robimy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz