Zacisnęłam usta w cienką linię. Z być może przesadną melancholią wbiłam w niego zdecydowane spojrzenie. Biłam się z myślami w milczeniu, a pomimo tego miałam skrupuły patrzeć mu w oczy. Powiał północny szkwał, sunąc gwałtownie po brylastym śniegu. Samiec niecierpliwie bądź z zimna przebierał łapami w miejscu; jego sierść pokryła się matowym szronem. Wydęłam nieco dolną wargę, wspinając się wyżej na łapach.
- No? – ponaglał mnie, strzyżąc uszami. Zamknęłam mocno powieki, oddychając głęboko mroźnym powietrzem. Odcisnąwszy łapę w ubitym śniegu, naprężyłam mięśnie.
- Owszem. Dołączę, ale pod jednym warunkiem. – oznajmiłam wreszcie, po kilku wojnach wewnętrznych, które odbyć musiałam. Cofnęłam się o krok, zapierając łapami.
- Jakim?
Oczy wilka błysnęły.
- Ty i ten twój kretyński kolega będziecie trzymać się ode mnie z daleka.
Moje słowa nie były wypowiedziane z przesadną irytacją czy sympatią. Biło od nich zrezygnowanie wymieszane z obojętnością.
{Leo?}
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz