Pewnej nocy sie obudziłam. Obudziło mnie bardzo jasne światło księżyca które nie pozwalało mnie spać.
Poszłam sobie zapolować i zobaczyłam dużą sarnę. Zapolowałam na nią ale niestety mi się nie udało.
- Cześć - usłyszałam
- Oj! - przestraszyłam się
- hej nie bój sie, to ja, hondo.
- o cześć! Nie słyszałam cie
- taki był mój zamiar. Chodź dogonimy ta sarnę.
-Ok
Pobiegliśmy szybko, ale ja szybciej bo miałam taką moc. Sarna bardzo szybko uciekała ale po chwili złamała sobie kończynę i padła!
- Ha! - krzyknął Hondo.
- Jej! - ucieszyłam się i zjedliśmy sarnę. Była pyszna i potem położyliśmy się najedzeni.
Hondo dokończysz to?
sobota, 27 września 2014
Od Maxi
Pewnego dnia poszłam do lasu polować. Upolowałam sarnę i zobaczyłam jakiegoś wilka.
- Hej - powiedziałam.
- Hej - powiedział nieprzyjaźnie - Co tu robisz? Nie znam cię.
- Jestem Maxi i szukam jakiejś watahy bo nie mam domu.
- Hondo. Należę do watahy zorzy.
- Mogę do niej dołączyć?
- Nie wiem, chodź spytajmy alfy.
Poszliśmy przez las i po chwili weszliśmy do groty.
- Leo - powiedział Hondo do innego wilka. - Ta wilczyca szuka watahy, może dołączyć?
- Jak masz na imie? - spytał Leo.
- Maxi. To mogę do was dołączyć?
- Raczej tak, czemu nie?
- fajnie dzięki! - uśmiechnęłam się i pobiegłam do groty.
W grocie poszłam zmęczona spać.
Następnego dnia pobiegłam prosto do groty Hondo ale jego nie było.
Hondo dokończ?
- Hej - powiedziałam.
- Hej - powiedział nieprzyjaźnie - Co tu robisz? Nie znam cię.
- Jestem Maxi i szukam jakiejś watahy bo nie mam domu.
- Hondo. Należę do watahy zorzy.
- Mogę do niej dołączyć?
- Nie wiem, chodź spytajmy alfy.
Poszliśmy przez las i po chwili weszliśmy do groty.
- Leo - powiedział Hondo do innego wilka. - Ta wilczyca szuka watahy, może dołączyć?
- Jak masz na imie? - spytał Leo.
- Maxi. To mogę do was dołączyć?
- Raczej tak, czemu nie?
- fajnie dzięki! - uśmiechnęłam się i pobiegłam do groty.
W grocie poszłam zmęczona spać.
Następnego dnia pobiegłam prosto do groty Hondo ale jego nie było.
Hondo dokończ?
czwartek, 25 września 2014
Dołączyła Maxi!
Wiek: 5 lat
Płeć: wadera
Stanowisko: szpieg
Charakter: sprytna, miła, zaradna, ciekawska, dociekliwa, odważna, towarzyska
Umiejętności: skradanie się bezszelestnie, szybkie bieganie
Magia: niewidzialność, bardzo szybkie bieganie, bardzo dalekie skakanie, super wyostrzone zmysły
Rodzina: brak
Zauroczenie: Hondo
Partner: chce mieć
Potomstwo: chce mieć
Historia: Maxi została wyrzucona z watahy a jej rodziców zabili. Wtedy Maxi znalazła watahe zorzy.
PK: (Na początku wpisz 0)
Nick: z howrse konia555
środa, 24 września 2014
Od Crunchy'ego
Był piękny dzień, słońce świeciło na niebie niczym jasny płomień ogrzewając przy tym całą watahę i roztapiając biały zimny śnieg. Wymarzona pogoda właściwie na wszystko, ale ja wybrałem huśtanie się na drzewie. Tak, dosłownie huśtałem się na drzewie, które całe kołysało się w przód i w tył pod wpływem silnego podmuchu wiatru, który sam własnoręcznie wywołałem. Uwielbiałem używać magii bez powodu kiedy nie miałem nic lepszego do roboty!
Ale nagle z za krzaków wyskoczył wilk trzymając w zębach jakąś zdobycz przypominającą zająca. Zatrzymał się pod "moim drzewem" więc przestałem nim trząść. To był Diabeł - Alfa Watahy Zorzy i mój jedyny kolega! Zachichotałem pod nosem kiedy Leo zjadał swoją zdobycz i szybko wzbiłem się w powietrze strącając czapę śniegu na wilka. Poleciałem wysoko nad las śmiejąc się głośno. Zatrzymałem się na takiej wysokości z której mogłem widzieć większą część terenów watahy, zrobiłem salto w tył i zacząłem swobodnie spadać. Byłem zupełnie rozluźniony do momentu kiedy znalazłem się trzy metry nad ziemią. Wtedy właśnie wyhamowałem i delikatnie przysiadłem na śniegu wpatrując się z głupim uśmiechem w Diabełka, który właśnie otrzepywał się ze śniegu.
- Śmieszne? - spytałem.
- Taaa... Bardzo. Boki zrywać - prychnął Diabeł patrząc na mnie z kamiennym wyrazem pyska.
- Co nie?! Boki! - zacząłem się tarzać ze śmiechu, a kiedy się podniosłem dostałem od niego śnieżką prosto w nos - Auć! - pisnąłem nie tracąc jednak dobrego humoru.
- Wiesz, że nie lubię śniegu! - powiedział Leo.
- Wiem, wiem o to się nie martw - odparłem sarkastycznie i dalej nie wiem co się stało bo Leo uderzył mnie prosto w głowę. Zemdlałem...
Kiedy się ocknąłem ujżałam nad sobą wielką, zieloną żabę. Dopiero po chwili zorientowałem się, że tak na prawdę była to White. Kiedy tylko spostrzegła, że się ocknąłem spytała.
- Co robisz w mojej grocie?!
- Co? - dopiero teraz spostrzegłem, że siedzę w czyjejś grocie (mówiąc czyjejś miałem na myśli grotę White). Zastanowiłem się jak mogłem się tu znaleźć aż wreszcie wpadłem na niezwykle inteligentny pomysł, że Diabeł mógł mnie tu przenieść gdy byłem nieprzytomny - Śmieszne? - wyjąkałem z bolącą głową.
- Nie! - warknęła z wyraźnie niezachwyconym wyrazem pyska.
- Boli mnie głowa wiesz?
- Nie no naprawdę? Przecież masz guza, jak bym miała nie zauważyć?!
- I co zamierzasz z tym zrobić? Z tego co wiem to chyba jesteś zielarzem - uśmiechnąłem się. wilczyca westchnęła zrezygnowana i zaraz przyniosła jakieś dziwne zioła, którymi obłożyła mojego guza. Następnie kazała mi siedzieć pięć minut z tym cudownym "kapeluszem" i się nie ruszać! Oczywiście nie mogłem wytrzymać i co chwilę podskakiwałem zniecierpliwiony i poirytowany tą bezczynną czynnością. Wreszcie gdy zdjąłem okład mój guz znikł jak za sprawą zaklęcia (bo to było zaklęcie XD), a ja uradowany wybiegłam na zewnątrz.
Rozwinąłem prędkość startującego samolowu i wystrzeliłem w górę zostawiając za sobą ślad na śniegu. Poleciałem nad lasem i tuż nad jeziorem prawieże dotykając jego zmrożonego tafli łapami. Byłem szczęśliwy, że wreszcie mogę się ruszać! Wykonałem w powietrzu trzy salta w przód, trzy w tył, beczkę, korek, korkociąg, śrubę, spiralę, obroty, slalom między drzewami i jeszcze mnóstwo właśnie przeze mnie wymyślonych sztuczek, które tak na prawdę w większości się wiele nie różniły. Następnie lecąc już prosto chytrze namierzyłem z góry Diabełka. Zapikowalem w dół i niczym kometa wpadłem w grubą warstwę śniegu nic sobie na szczęście nie robiąc. Trwało to chwilę zanim się wykopałem spowrotem na powierzchnię, ale zastałem tam zdziwioną minę Leo.
- Cześć koleszko! - wykrzyknąłwm i obdażyłem go szczerym uśmiechem. - Dawno się nie widzieliśmy!
- No tak, aż pół godziny - przyznał sarkastycznie.
- To niezwykle długo co nie? - drażniłam się z nim.
- Aha.. Co teraz robimy?
- Nie wiem, możemy pójść dla zabawy kogoś szpiegować albo sprawdzić czy przypadkiem nikt NAS nie szpieguje, co?
- A może... zajżymy do White albo May?
Nastała chwila ciszy, którą przerwałem taką oto mądrą wypowiedzią:
- Eeeeee! - co miało oznaczać dezaprobatę gdyż nie chciało mi się znowu iść do tej dziwnej zielarki, która denerwuje się jak jej ktoś do groty włazi!
Leo? To w końcu co robimy?
Ale nagle z za krzaków wyskoczył wilk trzymając w zębach jakąś zdobycz przypominającą zająca. Zatrzymał się pod "moim drzewem" więc przestałem nim trząść. To był Diabeł - Alfa Watahy Zorzy i mój jedyny kolega! Zachichotałem pod nosem kiedy Leo zjadał swoją zdobycz i szybko wzbiłem się w powietrze strącając czapę śniegu na wilka. Poleciałem wysoko nad las śmiejąc się głośno. Zatrzymałem się na takiej wysokości z której mogłem widzieć większą część terenów watahy, zrobiłem salto w tył i zacząłem swobodnie spadać. Byłem zupełnie rozluźniony do momentu kiedy znalazłem się trzy metry nad ziemią. Wtedy właśnie wyhamowałem i delikatnie przysiadłem na śniegu wpatrując się z głupim uśmiechem w Diabełka, który właśnie otrzepywał się ze śniegu.
- Śmieszne? - spytałem.
- Taaa... Bardzo. Boki zrywać - prychnął Diabeł patrząc na mnie z kamiennym wyrazem pyska.
- Co nie?! Boki! - zacząłem się tarzać ze śmiechu, a kiedy się podniosłem dostałem od niego śnieżką prosto w nos - Auć! - pisnąłem nie tracąc jednak dobrego humoru.
- Wiesz, że nie lubię śniegu! - powiedział Leo.
- Wiem, wiem o to się nie martw - odparłem sarkastycznie i dalej nie wiem co się stało bo Leo uderzył mnie prosto w głowę. Zemdlałem...
Kiedy się ocknąłem ujżałam nad sobą wielką, zieloną żabę. Dopiero po chwili zorientowałem się, że tak na prawdę była to White. Kiedy tylko spostrzegła, że się ocknąłem spytała.
- Co robisz w mojej grocie?!
- Co? - dopiero teraz spostrzegłem, że siedzę w czyjejś grocie (mówiąc czyjejś miałem na myśli grotę White). Zastanowiłem się jak mogłem się tu znaleźć aż wreszcie wpadłem na niezwykle inteligentny pomysł, że Diabeł mógł mnie tu przenieść gdy byłem nieprzytomny - Śmieszne? - wyjąkałem z bolącą głową.
- Nie! - warknęła z wyraźnie niezachwyconym wyrazem pyska.
- Boli mnie głowa wiesz?
- Nie no naprawdę? Przecież masz guza, jak bym miała nie zauważyć?!
- I co zamierzasz z tym zrobić? Z tego co wiem to chyba jesteś zielarzem - uśmiechnąłem się. wilczyca westchnęła zrezygnowana i zaraz przyniosła jakieś dziwne zioła, którymi obłożyła mojego guza. Następnie kazała mi siedzieć pięć minut z tym cudownym "kapeluszem" i się nie ruszać! Oczywiście nie mogłem wytrzymać i co chwilę podskakiwałem zniecierpliwiony i poirytowany tą bezczynną czynnością. Wreszcie gdy zdjąłem okład mój guz znikł jak za sprawą zaklęcia (bo to było zaklęcie XD), a ja uradowany wybiegłam na zewnątrz.
Rozwinąłem prędkość startującego samolowu i wystrzeliłem w górę zostawiając za sobą ślad na śniegu. Poleciałem nad lasem i tuż nad jeziorem prawieże dotykając jego zmrożonego tafli łapami. Byłem szczęśliwy, że wreszcie mogę się ruszać! Wykonałem w powietrzu trzy salta w przód, trzy w tył, beczkę, korek, korkociąg, śrubę, spiralę, obroty, slalom między drzewami i jeszcze mnóstwo właśnie przeze mnie wymyślonych sztuczek, które tak na prawdę w większości się wiele nie różniły. Następnie lecąc już prosto chytrze namierzyłem z góry Diabełka. Zapikowalem w dół i niczym kometa wpadłem w grubą warstwę śniegu nic sobie na szczęście nie robiąc. Trwało to chwilę zanim się wykopałem spowrotem na powierzchnię, ale zastałem tam zdziwioną minę Leo.
- Cześć koleszko! - wykrzyknąłwm i obdażyłem go szczerym uśmiechem. - Dawno się nie widzieliśmy!
- No tak, aż pół godziny - przyznał sarkastycznie.
- To niezwykle długo co nie? - drażniłam się z nim.
- Aha.. Co teraz robimy?
- Nie wiem, możemy pójść dla zabawy kogoś szpiegować albo sprawdzić czy przypadkiem nikt NAS nie szpieguje, co?
- A może... zajżymy do White albo May?
Nastała chwila ciszy, którą przerwałem taką oto mądrą wypowiedzią:
- Eeeeee! - co miało oznaczać dezaprobatę gdyż nie chciało mi się znowu iść do tej dziwnej zielarki, która denerwuje się jak jej ktoś do groty włazi!
Leo? To w końcu co robimy?
wtorek, 23 września 2014
Od Leo Cd May
- Tak właściwie to ja powinienem stawiać tobie warunki jak coś, ale dobra mogę się na to zgodzić - stwierdziłem mierząc waderę mniej przyjaznym spojrzeniem, chodź miałem jeszcze parę iskier nadziei, że się zaprzyjaźnimy - Ani ja, ani Crun nie będziemy raczej tęsknić za twoim towarzystwem.
Wilczyca ziewnęła dając mi do zrozumienia, że nie obchodzi ją wcale to co mówię po czym odbiegła.
- To było... Dziwne - stwierdziłem.
- Dziwnie to musiała się poczuć ona - Crunchy parsknął śmiechem - To był kiepski podryw stary...
- Zamknij pysk - warknąłem nieco poirytowany wcześniejszym przebiegiem wydarzeń, myśląc jednocześnie o tym, że z May raczej nic nie wyjdzie. Mówi się trudno...
- Co ty na spacerek w góry? - zagadnął basior patrząc na mnie łobuzersko.
- Jeśli chodzi ci o zawleczenie mnie na sam szczyt najwyższej góry w Gwieździstych Górach i zepchnięcie z niego tylko po ty żeby mnie zabić i zostać Alfą, to nie dzięki - zaśmiałem się.
- Ależ ty masz mordercze myśli Diable - westchnął Crun z pobłażliwą miną - Chodziło mi o zwykły spacer i rozładowanie ADHD, ale jak chcesz...
- To chodź - podjąłem szybko decyzje wszystkich za i przeciw, a następnie ruszyłem za przyjacielem. Szliśmy w ciszy lecz nie była ona krępująca bo oboje czuliśmy się dobrze i swobodnie w swoim towarzystwie. Rozglądałem się ciekawie dookoła mimo, że już dobrze znałem widoki w mojej watasze. Było jednak fajnie wpatrywać się w migoczący lód zamarzniętego jeziora czy w śnieg osuwający się powoli z sosnowych drzew.
- A co zrobimy kiedy już dojdziemy do tych gór? - spytałem z powątpiewaniem.
- Pokażę ci coś fajnego - głos Crunchy'ego był bardzo tajemniczy - Zobaczysz spodoba ci się.
- Tylko nie coś co już znam, bo to było by mega nudne - jęknąłem.
- Raczej nie znasz. Jest to związane z zimą i kochają to małe wilczki. To coś lepszego od twojego baletu - basior zaśmiał się, a jego głos odbił się echem od skał do których powoli dochodziliśmy.
- Po pierwsze nie uprawiam baletu ty idioto, a po drugie zabawa dla szczeniaków jest na twoim poziomie, a nie na moim więc mogę tylko postać sobie i ponabijać się z ciebie patrząc jak robisz tą tak bardzo zachwalaną przez siebie czynność - wyszczerzyłem się wrednie widząc nieco urażoną minę przyjaciela.
Crun? Domyślasz się co lubią robić małe wilczki (dzieci) w zimie? I w tym celu Leo i Crunchy udają się w góry... Wysil mózgownicę!
Wilczyca ziewnęła dając mi do zrozumienia, że nie obchodzi ją wcale to co mówię po czym odbiegła.
- To było... Dziwne - stwierdziłem.
- Dziwnie to musiała się poczuć ona - Crunchy parsknął śmiechem - To był kiepski podryw stary...
- Zamknij pysk - warknąłem nieco poirytowany wcześniejszym przebiegiem wydarzeń, myśląc jednocześnie o tym, że z May raczej nic nie wyjdzie. Mówi się trudno...
- Co ty na spacerek w góry? - zagadnął basior patrząc na mnie łobuzersko.
- Jeśli chodzi ci o zawleczenie mnie na sam szczyt najwyższej góry w Gwieździstych Górach i zepchnięcie z niego tylko po ty żeby mnie zabić i zostać Alfą, to nie dzięki - zaśmiałem się.
- Ależ ty masz mordercze myśli Diable - westchnął Crun z pobłażliwą miną - Chodziło mi o zwykły spacer i rozładowanie ADHD, ale jak chcesz...
- To chodź - podjąłem szybko decyzje wszystkich za i przeciw, a następnie ruszyłem za przyjacielem. Szliśmy w ciszy lecz nie była ona krępująca bo oboje czuliśmy się dobrze i swobodnie w swoim towarzystwie. Rozglądałem się ciekawie dookoła mimo, że już dobrze znałem widoki w mojej watasze. Było jednak fajnie wpatrywać się w migoczący lód zamarzniętego jeziora czy w śnieg osuwający się powoli z sosnowych drzew.
- A co zrobimy kiedy już dojdziemy do tych gór? - spytałem z powątpiewaniem.
- Pokażę ci coś fajnego - głos Crunchy'ego był bardzo tajemniczy - Zobaczysz spodoba ci się.
- Tylko nie coś co już znam, bo to było by mega nudne - jęknąłem.
- Raczej nie znasz. Jest to związane z zimą i kochają to małe wilczki. To coś lepszego od twojego baletu - basior zaśmiał się, a jego głos odbił się echem od skał do których powoli dochodziliśmy.
- Po pierwsze nie uprawiam baletu ty idioto, a po drugie zabawa dla szczeniaków jest na twoim poziomie, a nie na moim więc mogę tylko postać sobie i ponabijać się z ciebie patrząc jak robisz tą tak bardzo zachwalaną przez siebie czynność - wyszczerzyłem się wrednie widząc nieco urażoną minę przyjaciela.
Crun? Domyślasz się co lubią robić małe wilczki (dzieci) w zimie? I w tym celu Leo i Crunchy udają się w góry... Wysil mózgownicę!
Od May Cd Leo
Zacisnęłam usta w cienką linię. Z być może przesadną melancholią wbiłam w niego zdecydowane spojrzenie. Biłam się z myślami w milczeniu, a pomimo tego miałam skrupuły patrzeć mu w oczy. Powiał północny szkwał, sunąc gwałtownie po brylastym śniegu. Samiec niecierpliwie bądź z zimna przebierał łapami w miejscu; jego sierść pokryła się matowym szronem. Wydęłam nieco dolną wargę, wspinając się wyżej na łapach.
- No? – ponaglał mnie, strzyżąc uszami. Zamknęłam mocno powieki, oddychając głęboko mroźnym powietrzem. Odcisnąwszy łapę w ubitym śniegu, naprężyłam mięśnie.
- Owszem. Dołączę, ale pod jednym warunkiem. – oznajmiłam wreszcie, po kilku wojnach wewnętrznych, które odbyć musiałam. Cofnęłam się o krok, zapierając łapami.
- Jakim?
Oczy wilka błysnęły.
- Ty i ten twój kretyński kolega będziecie trzymać się ode mnie z daleka.
Moje słowa nie były wypowiedziane z przesadną irytacją czy sympatią. Biło od nich zrezygnowanie wymieszane z obojętnością.
{Leo?}
- No? – ponaglał mnie, strzyżąc uszami. Zamknęłam mocno powieki, oddychając głęboko mroźnym powietrzem. Odcisnąwszy łapę w ubitym śniegu, naprężyłam mięśnie.
- Owszem. Dołączę, ale pod jednym warunkiem. – oznajmiłam wreszcie, po kilku wojnach wewnętrznych, które odbyć musiałam. Cofnęłam się o krok, zapierając łapami.
- Jakim?
Oczy wilka błysnęły.
- Ty i ten twój kretyński kolega będziecie trzymać się ode mnie z daleka.
Moje słowa nie były wypowiedziane z przesadną irytacją czy sympatią. Biło od nich zrezygnowanie wymieszane z obojętnością.
{Leo?}
Od Leo
Zaśmiałem się widząc rozciągniętego niedaleko mnie Crunchy'ego, który śpiąc chrapał głośno. Tej nocy spał w mojej grocie ponieważ uznaliśmy, że tak będzie zabawniej i wieczorem opowiadaliśmy sobie kawały czy historie o duchach. Musiała być już nieco późna pora bo ostre promienie słońca padały prosto na mojego śpiącego przyjaciela. Zdziwiłem się, że się jeszcze nie obudził. Wszystkiemu kiedyś nadchodzi kres więc i ten słodki sen musiał kiedyś się skończyć...
- Rusz cztery litery i przynieś mi śniadanko! - zawołałem prosto do ucha basiora.
- Co?! - zerwał się na równe nogi patrząc na mnie nieprzytomnie.
- Chodź idziemy zapolować - powiedziałem i nie czekając na reakcję Crun'a wybiegłem z groty i zbiegłem po stromym zboczu kierując się w stronę wrzosowisk z zamiarem upolowania jakiegoś jelonka. Odwróciłem się i zobaczyłem pędzącego prosto na mnie przyjaciela.
- Do ataku! - basior całą swoją siłą wleciał we mnie przewracając mnie na łopatki - Broń się!
- Sam się broń - warknąłem przetaczając się tak, że teraz ja byłem nad nim zanim zdążył zrobić cokolwiek podniosłem się i zacząłem iść we wcześniej zamierzonym kierunku.
- Tchórz - skomentował ze złością podbiegając do mnie i teraz szliśmy obok siebie.
- Wcale nie - zaprzeczyłem tonem małego wilczka - Ja po prostu wygrałem.
- Akurat - prychnął, ale gdy nie odpowiadałem zmienił temat - Na co zapolujemy?
- Pomyślałem sobie, że na jelenia, jeśli się jakiś napatoczy. Co o tym myślisz? - zagadnąłem uśmiechając się.
- Brzmi apetycznie - wymruczał - O popatrz tam jest stadko.
Zaśmiałem się i oboje zaczęliśmy się skradać. Po porozumieniu wzrokowym rzuciliśmy się na największego powalając go po krótkiej walce.
- Nie przejecie się? - usłyszeliśmy głos i zobaczyliśmy podchodzącą do nas Whitefall. Wadera patrzyła z powątpiewaniem na wielkie zwierze i na nas najpewniej nie wierząc, że go zjemy.
- Nawet nie wiesz ile może pomieścić żołądek basiora - zaśmiał się Crunch.
- Zakładam, że dużo, ale żebyście na starość nie byli grubasami to mogę wam pomóc z jedzeniem. Oczywiście wyłącznie w trosce o was, a nie dla tego, że nie jadłam jeszcze śniadania i nie chce mi się polować - wyjaśniła z sarkazmem wskazującym, że jej wypowiedź powinniśmy odebrać w innej kolejności.
- Taa... - mruknąłem - Troszkę możesz zjeść, co Crun?
- I tak nie zmieścisz dużo więc tą odrobinkę możemy poświęcić.
Tak więc wszyscy troje zabraliśmy się za wcinanie zwierzyny.
Crun? White?
- Rusz cztery litery i przynieś mi śniadanko! - zawołałem prosto do ucha basiora.
- Co?! - zerwał się na równe nogi patrząc na mnie nieprzytomnie.
- Chodź idziemy zapolować - powiedziałem i nie czekając na reakcję Crun'a wybiegłem z groty i zbiegłem po stromym zboczu kierując się w stronę wrzosowisk z zamiarem upolowania jakiegoś jelonka. Odwróciłem się i zobaczyłem pędzącego prosto na mnie przyjaciela.
- Do ataku! - basior całą swoją siłą wleciał we mnie przewracając mnie na łopatki - Broń się!
- Sam się broń - warknąłem przetaczając się tak, że teraz ja byłem nad nim zanim zdążył zrobić cokolwiek podniosłem się i zacząłem iść we wcześniej zamierzonym kierunku.
- Tchórz - skomentował ze złością podbiegając do mnie i teraz szliśmy obok siebie.
- Wcale nie - zaprzeczyłem tonem małego wilczka - Ja po prostu wygrałem.
- Akurat - prychnął, ale gdy nie odpowiadałem zmienił temat - Na co zapolujemy?
- Pomyślałem sobie, że na jelenia, jeśli się jakiś napatoczy. Co o tym myślisz? - zagadnąłem uśmiechając się.
- Brzmi apetycznie - wymruczał - O popatrz tam jest stadko.
Zaśmiałem się i oboje zaczęliśmy się skradać. Po porozumieniu wzrokowym rzuciliśmy się na największego powalając go po krótkiej walce.
- Nie przejecie się? - usłyszeliśmy głos i zobaczyliśmy podchodzącą do nas Whitefall. Wadera patrzyła z powątpiewaniem na wielkie zwierze i na nas najpewniej nie wierząc, że go zjemy.
- Nawet nie wiesz ile może pomieścić żołądek basiora - zaśmiał się Crunch.
- Zakładam, że dużo, ale żebyście na starość nie byli grubasami to mogę wam pomóc z jedzeniem. Oczywiście wyłącznie w trosce o was, a nie dla tego, że nie jadłam jeszcze śniadania i nie chce mi się polować - wyjaśniła z sarkazmem wskazującym, że jej wypowiedź powinniśmy odebrać w innej kolejności.
- Taa... - mruknąłem - Troszkę możesz zjeść, co Crun?
- I tak nie zmieścisz dużo więc tą odrobinkę możemy poświęcić.
Tak więc wszyscy troje zabraliśmy się za wcinanie zwierzyny.
Crun? White?
poniedziałek, 22 września 2014
Od Leo Cd White
Ruszyłem powoli w stronę mojej groty, stąpając ostrożnie po zdradzieckim śniegu.
- Nienawidzę zimy... - westchnąłem przeklinając pogodę i powód dla którego śnieg musiał spaść tak wcześnie. Normalnie o tej porze roku złote liście opadały na trawę, a słońce grzało przyjemnie.
- Trenujesz do baletu? - zakpił Crun ze zdumieniem przyglądając się jak z obrzydzeniem stawiam łapy w śniegu co mogło wyglądać trochę jakbym chodził na "paluszkach".
- Cicho! - warknąłem - Śnieg jest okropny i nie mam zamiaru wchodzić w niego głębiej niż to konieczne!
- Uhum - westchnął kręcąc głową z taką miną jakbym był szczeniakiem, który marudzi na najlepszego rodzaju mięso podsuwane przez mamę - Nic mnie to nie obchodzi, że nasz książę boi się śniegu.
Mówiąc to basior zręcznie ulepił kulkę z białego puchu i trafił nią prosto w mój nos.
- O ty świnio! - zawołałem udając oburzenie - Pożałujesz tego!
- Już chwilę później okładaliśmy się w najlepsze gdy przerwał nam czyjś oschły głos.
- Czy możecie na chwilę przestać okładać się jak idioci? - ów głos należał do wyraźnie zirytowanej wadery, która z politowaniem patrzyła na mnie i Crunchy'ego - Czy należycie do jakiejś watahy?
- Ta - mruknąłem podchodząc do niej i mrugając łobuzersko - Jestem Alfą i zakładam, że nie dasz rady oprzeć się mojemu urokowi osobistemu i oczywiście dołączysz do watahy.
Wilczyca prychnęła oburzona.
- Nie wiem co ty sobie myślisz, ale mam gdzieś te twoje marne podrywy - warknęła.
- Czuję się urażony - zaśmiałem się - Dobra, a teraz na serio, chcesz dołączyć, czy nie?
May?
- Nienawidzę zimy... - westchnąłem przeklinając pogodę i powód dla którego śnieg musiał spaść tak wcześnie. Normalnie o tej porze roku złote liście opadały na trawę, a słońce grzało przyjemnie.
- Trenujesz do baletu? - zakpił Crun ze zdumieniem przyglądając się jak z obrzydzeniem stawiam łapy w śniegu co mogło wyglądać trochę jakbym chodził na "paluszkach".
- Cicho! - warknąłem - Śnieg jest okropny i nie mam zamiaru wchodzić w niego głębiej niż to konieczne!
- Uhum - westchnął kręcąc głową z taką miną jakbym był szczeniakiem, który marudzi na najlepszego rodzaju mięso podsuwane przez mamę - Nic mnie to nie obchodzi, że nasz książę boi się śniegu.
Mówiąc to basior zręcznie ulepił kulkę z białego puchu i trafił nią prosto w mój nos.
- O ty świnio! - zawołałem udając oburzenie - Pożałujesz tego!
- Już chwilę później okładaliśmy się w najlepsze gdy przerwał nam czyjś oschły głos.
- Czy możecie na chwilę przestać okładać się jak idioci? - ów głos należał do wyraźnie zirytowanej wadery, która z politowaniem patrzyła na mnie i Crunchy'ego - Czy należycie do jakiejś watahy?
- Ta - mruknąłem podchodząc do niej i mrugając łobuzersko - Jestem Alfą i zakładam, że nie dasz rady oprzeć się mojemu urokowi osobistemu i oczywiście dołączysz do watahy.
Wilczyca prychnęła oburzona.
- Nie wiem co ty sobie myślisz, ale mam gdzieś te twoje marne podrywy - warknęła.
- Czuję się urażony - zaśmiałem się - Dobra, a teraz na serio, chcesz dołączyć, czy nie?
May?
Od White
Przed świtem. Było jeszcze ciemno i zimno. Cały świat spowiła gęsta mgła osiadająca nad ziemią. W lesie było rześkie powietrze, a gęste gałęzie tworzyły czarny dach nie dopuszczający ani kropli światła rozlewającego się powoli po niebie. Cicho stąpałam po śniegu tak białym jak moje futro. Nie miałam wyboru, musiałam iść przed siebie. Z tyłu, z prawej i z lewej otaczała mnie ciemność, głucha cisza, gałęzie nie poruszane najlżejszym tchnieniem wiatru. Lecz z przodu, gdzieś daleko przed sobą widziałam delikatny zarys drzew rozświetlany od tyłu lekkim blaskiem porannego słońca...
To było wyjście. To był koniec. Koniec tego piekielnego lasu! Brama widniejąca gdzieś przede mną niczym dziurka od klucza przez, którą widać jedynie maleńki fragment snu. Pięknego snu, który z każdym moim krokiem przybliża się do mnie i oddala koszmar.
Zaczęłam biec. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać. Byłam ciekawa tego co zobaczę po drugiej stronie. Czarne drzewa przemykały obok mnie, a ja już nie zważałam na okropne cienie i straszne dźwięki z głębi ciemności. Miałam tylko jeden cel. Wyjść na światło wschodu.
Kiedy wreszcie przekroczyłam granicę lasu zobaczyłam łąki pokryte śniegiem migoczącym w pomarańczowym świetle słońca. Ujrzałam lasy, góry i jeziora. Mimo, że ten cały krajobraz był biały i spowity warstwą zimowego snu, to widziałam w nim życie i szczęście. Nie spojrzałam w tył. Nie odważyłam się obrócić, bo wtedy zobaczyłabym z powrotem ten koszmar. Teraz przebudziłam się z niego i nie interesował mnie ponieważ oto trafiłam do raju, do cudownego snu, który oby nigdy się nie skończył.
Z pyska leciała mi para, zamknęłam oczy i wciągnęłam do płuc rześkie i czyste powietrze. Stałam na wzgórzu i coś mi mówiło, że właśnie patrzę na mój nowy dom. Że to dopiero początek snu. Że już tu zostanę.
Zbiegłam po pagórku tak szybko, że nie zauważyłam jak wpadam na jakiegoś wilka. Zderzyliśmy się i potoczyliśmy kilka metrów dalej. Rozbolała mnie głowa i przednia łapa, ale wstałam i z zaciekawieniem przyjrzałam się postaci, z którą właśnie zaliczyłam zderzenie czołowe. Był to nieco większy ode mnie i przystojny basior o futrze w odcieniach brązu, szarości i czerwieni; płomiennych, błyszczących oczach i dużych postawionych uszach. Lekko się uśmiechnął, a ja w jednej chwili zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie. Nie wiedziałam czy się rumienię czy nie ale wiedziałam, że jeśli tak to bardzo widać to na moim białym futrze. Nie ukrywam, że chyba się w nim zakochałam.
- Eeee - wydukałam.
- Jak masz na imię i skąd przyszłaś, bo chyba mi nie powiesz, że stamtąd - wskazał głową straszny mroczny las za moimi plecami, a mnie przebiegł dreszcz.
- Tak, właśnie stamtąd przyszłam - odpowiedziałam trochę nie pewnie ponieważ ton z jakim on mówił nie wskazywał na to, że owe miejsce jest przyjazne. Sama z resztą tego doświadczyłam. Basior wytrzeszczył swoje oczy, które wydały się teraz jeszcze bardziej błyszczące.
- Jakim cudem? - spytał ze zdziwieniem - Jakim cudem przeszłaś przez ten las? Jeszcze nikt tam nie wszedł!
- Weszłam do niego wraz z dwójką przyjaciół... - zawahałam się. Nie mogłam wydusić zdania o tym, że ich straciłam. Tak na prawdę nie miałam pojęcia co się z nimi stało. To było tak dawno... a przynajmniej tak właśnie mi się zdawało. Zapadła chwilowa cisza, którą znów przerwał wilk.
- Nie przedstawiłaś mi się... I ja tobie też, jestem Leo.
- Snowfall. Ale mów do mnie White - uśmiechnęłam się - Należysz do watahy?
- No można tak powiedzieć, bo właściwie to ją prowadzę... - przyznał skromnie.
- Jesteś Alfą?! - zachwyciłam się.
- Tak, założyłem Watahę Zorzy, a ty z której jesteś watahy?
- Eeee, z Watahy Pięciu Światów. To ogromna wataha położona za tym lasem...i za górami. Tam daleko na północy znajduje się mój dom - zaczęliśmy powoli iść - Ale tak naprawę to nie wiem skąd pochodzę, bo rodzice podrzucili mnie innej rodzinie. A ty jaką masz historię? - spytałam na końcu.
- Moja historia nie jest taka dramatyczna ani ciekawa jak twoja. Po prostu w młodości rodzice rozpuszczali mnie, aż się wściekłem i uciekłem od nich.
- Serio? - zaśmiałam się.
- No - odwzajemnił uśmiech. - Właśnie, nie spytałem cię czy wobec tego chcesz się zatrzymać w Watasze Zorzy?
- Pewnie! - wykrzyknęłam zadowolona. - Dziękuję!
- Super, idziemy na spacer? Musze ci pokazać tereny.
- Dobra - odparłam z zapałem i ruszyliśmy szybciej. Leo oprowadził mnie po terenach watahy. Trwało to długo ale bynajmniej mi się nie nudziło. W Watasze Zorzy zobaczyłam malownicze lasy jak z bajki, które ośnieżone wydawały mi się tak piękne i delikatne, a jednocześnie tak zwykłe. Ośnieżone szczyty gór niknące gdzieś wysoko w chmurach wyglądały jak potężne skalne olbrzymy, które już wieki temu zapadły w sen zimowy, z którego już nigdy się nie obudzą... A rozległe łąki teraz w zimie były całkiem białe, a śnieg błyszczał jakby paliły się na nim tysiące maleńkich świeczek. Później Leo pokazał mi jezioro, które pokrywała tak gruba warstwa lodu, że spokojnie mogliśmy na nie wejść. Śmiałam się jak szczeniak kiedy co chwilę upadałam ślizgając się po jego powierzchni.
Na samym końcu Alfa zaprowadził mnie do wilczych grot położonych blisko siebie. Jedną z nich miałam sobie wybrać na mieszkanie, a mój wybór padł na niewielką przytulną grotę w "narożniku" skały, której wejście przystawione głazem było niemal niewidoczne dla kogoś kto patrzył od boku.
- Jeszcze raz ci dziękuję - powiedziałam do niego. Wiał leciutki wietrzyk, a słońce jak to w zimie wczesną porą chyliło się ku zachodowi. Popatrzyłam na niego jeszcze raz, uśmiechnęłam się i zniknęłam w wejściu do mojego nowego domu.
Leo jak chcesz, możesz dokończyć :)
To było wyjście. To był koniec. Koniec tego piekielnego lasu! Brama widniejąca gdzieś przede mną niczym dziurka od klucza przez, którą widać jedynie maleńki fragment snu. Pięknego snu, który z każdym moim krokiem przybliża się do mnie i oddala koszmar.
Zaczęłam biec. Chciałam jak najszybciej się stąd wydostać. Byłam ciekawa tego co zobaczę po drugiej stronie. Czarne drzewa przemykały obok mnie, a ja już nie zważałam na okropne cienie i straszne dźwięki z głębi ciemności. Miałam tylko jeden cel. Wyjść na światło wschodu.
Kiedy wreszcie przekroczyłam granicę lasu zobaczyłam łąki pokryte śniegiem migoczącym w pomarańczowym świetle słońca. Ujrzałam lasy, góry i jeziora. Mimo, że ten cały krajobraz był biały i spowity warstwą zimowego snu, to widziałam w nim życie i szczęście. Nie spojrzałam w tył. Nie odważyłam się obrócić, bo wtedy zobaczyłabym z powrotem ten koszmar. Teraz przebudziłam się z niego i nie interesował mnie ponieważ oto trafiłam do raju, do cudownego snu, który oby nigdy się nie skończył.
Z pyska leciała mi para, zamknęłam oczy i wciągnęłam do płuc rześkie i czyste powietrze. Stałam na wzgórzu i coś mi mówiło, że właśnie patrzę na mój nowy dom. Że to dopiero początek snu. Że już tu zostanę.
Zbiegłam po pagórku tak szybko, że nie zauważyłam jak wpadam na jakiegoś wilka. Zderzyliśmy się i potoczyliśmy kilka metrów dalej. Rozbolała mnie głowa i przednia łapa, ale wstałam i z zaciekawieniem przyjrzałam się postaci, z którą właśnie zaliczyłam zderzenie czołowe. Był to nieco większy ode mnie i przystojny basior o futrze w odcieniach brązu, szarości i czerwieni; płomiennych, błyszczących oczach i dużych postawionych uszach. Lekko się uśmiechnął, a ja w jednej chwili zapomniałam o całym otaczającym mnie świecie. Nie wiedziałam czy się rumienię czy nie ale wiedziałam, że jeśli tak to bardzo widać to na moim białym futrze. Nie ukrywam, że chyba się w nim zakochałam.
- Eeee - wydukałam.
- Jak masz na imię i skąd przyszłaś, bo chyba mi nie powiesz, że stamtąd - wskazał głową straszny mroczny las za moimi plecami, a mnie przebiegł dreszcz.
- Tak, właśnie stamtąd przyszłam - odpowiedziałam trochę nie pewnie ponieważ ton z jakim on mówił nie wskazywał na to, że owe miejsce jest przyjazne. Sama z resztą tego doświadczyłam. Basior wytrzeszczył swoje oczy, które wydały się teraz jeszcze bardziej błyszczące.
- Jakim cudem? - spytał ze zdziwieniem - Jakim cudem przeszłaś przez ten las? Jeszcze nikt tam nie wszedł!
- Weszłam do niego wraz z dwójką przyjaciół... - zawahałam się. Nie mogłam wydusić zdania o tym, że ich straciłam. Tak na prawdę nie miałam pojęcia co się z nimi stało. To było tak dawno... a przynajmniej tak właśnie mi się zdawało. Zapadła chwilowa cisza, którą znów przerwał wilk.
- Nie przedstawiłaś mi się... I ja tobie też, jestem Leo.
- Snowfall. Ale mów do mnie White - uśmiechnęłam się - Należysz do watahy?
- No można tak powiedzieć, bo właściwie to ją prowadzę... - przyznał skromnie.
- Jesteś Alfą?! - zachwyciłam się.
- Tak, założyłem Watahę Zorzy, a ty z której jesteś watahy?
- Eeee, z Watahy Pięciu Światów. To ogromna wataha położona za tym lasem...i za górami. Tam daleko na północy znajduje się mój dom - zaczęliśmy powoli iść - Ale tak naprawę to nie wiem skąd pochodzę, bo rodzice podrzucili mnie innej rodzinie. A ty jaką masz historię? - spytałam na końcu.
- Moja historia nie jest taka dramatyczna ani ciekawa jak twoja. Po prostu w młodości rodzice rozpuszczali mnie, aż się wściekłem i uciekłem od nich.
- Serio? - zaśmiałam się.
- No - odwzajemnił uśmiech. - Właśnie, nie spytałem cię czy wobec tego chcesz się zatrzymać w Watasze Zorzy?
- Pewnie! - wykrzyknęłam zadowolona. - Dziękuję!
- Super, idziemy na spacer? Musze ci pokazać tereny.
- Dobra - odparłam z zapałem i ruszyliśmy szybciej. Leo oprowadził mnie po terenach watahy. Trwało to długo ale bynajmniej mi się nie nudziło. W Watasze Zorzy zobaczyłam malownicze lasy jak z bajki, które ośnieżone wydawały mi się tak piękne i delikatne, a jednocześnie tak zwykłe. Ośnieżone szczyty gór niknące gdzieś wysoko w chmurach wyglądały jak potężne skalne olbrzymy, które już wieki temu zapadły w sen zimowy, z którego już nigdy się nie obudzą... A rozległe łąki teraz w zimie były całkiem białe, a śnieg błyszczał jakby paliły się na nim tysiące maleńkich świeczek. Później Leo pokazał mi jezioro, które pokrywała tak gruba warstwa lodu, że spokojnie mogliśmy na nie wejść. Śmiałam się jak szczeniak kiedy co chwilę upadałam ślizgając się po jego powierzchni.
Na samym końcu Alfa zaprowadził mnie do wilczych grot położonych blisko siebie. Jedną z nich miałam sobie wybrać na mieszkanie, a mój wybór padł na niewielką przytulną grotę w "narożniku" skały, której wejście przystawione głazem było niemal niewidoczne dla kogoś kto patrzył od boku.
- Jeszcze raz ci dziękuję - powiedziałam do niego. Wiał leciutki wietrzyk, a słońce jak to w zimie wczesną porą chyliło się ku zachodowi. Popatrzyłam na niego jeszcze raz, uśmiechnęłam się i zniknęłam w wejściu do mojego nowego domu.
Leo jak chcesz, możesz dokończyć :)
Powitajmy Hondo!
Imię: Hondo
Wiek: 4 lata
Płeć:Basior
Stanowisko: Łowca
Charakter: Pomimo tego, że nie należy do najgłupszych wilków, często najpierw robi, a dopiero później zastanawia się nad konsekwencjami. To, że żyje zawdzięcza w dużej mierze szczęściu, a dopiero później umiejętnościom. Potrafi wyjść z najgorszego bagna z podniesionym łbem. Nie zakrząta sobie głowy zasadami, zakazami czy nakazami innych. Żyje swoim życiem i sam jest sobie panem. Bardzo niezależny, ceni sobie wolność. Nie umiałby się podporządkować komuś od tak. Jeżeli kazałby mu ktoś zrobić coś wbrew jego woli, najprawdopodobniej wykonałby to. Z odwrotnym skutkiem. Uwielbia drażnić się z kimś, kłócić się. Bardzo często posługuje się sarkazmem, ironią. Za wszelką cenę musi postawić na swoim. Jego prawda jest najprawdziwsza i koniec. Jest cholernie uparty. I bardzo bezpośredni. Arogancki.
Umiejętności:Bardzo silny i szybki.O zwinności mogę powiedzieć to samo. Ideał?Nie.Ma swoją ,,Piętę Achillesa''.Nie mogę jednak zdradzić co to jest.
Magia:
-Posiada jad w kłach i zebach
-Zmienno kształtność
tak,tylko tyle.Uważa że magia jest tylko dla tych którzy nie umieją wykorzystac swej siły.
Rodzina:-
Zauroczenie:-
Partner:-
Potomstwo: ,,To tylko zaobowiązanie, a ja nie zamierzam miec partnerki dłużej niż miesiąc''
Historia:Hondo-używany przez ludzi to polowań, w wieku 2 lat trafił na arenę walk psów. Rok później trafił do schroniska wraz z innymi psami z placu boju.Spedził tam dwa miesiące, potem udało mu się uciec udając martwego.Dotarł do lasu i czując zew natury osiadł tam na stałe.
PK: 0
Nick: Mr.Snape
Wiek: 4 lata
Płeć:Basior
Stanowisko: Łowca
Charakter: Pomimo tego, że nie należy do najgłupszych wilków, często najpierw robi, a dopiero później zastanawia się nad konsekwencjami. To, że żyje zawdzięcza w dużej mierze szczęściu, a dopiero później umiejętnościom. Potrafi wyjść z najgorszego bagna z podniesionym łbem. Nie zakrząta sobie głowy zasadami, zakazami czy nakazami innych. Żyje swoim życiem i sam jest sobie panem. Bardzo niezależny, ceni sobie wolność. Nie umiałby się podporządkować komuś od tak. Jeżeli kazałby mu ktoś zrobić coś wbrew jego woli, najprawdopodobniej wykonałby to. Z odwrotnym skutkiem. Uwielbia drażnić się z kimś, kłócić się. Bardzo często posługuje się sarkazmem, ironią. Za wszelką cenę musi postawić na swoim. Jego prawda jest najprawdziwsza i koniec. Jest cholernie uparty. I bardzo bezpośredni. Arogancki.
Umiejętności:Bardzo silny i szybki.O zwinności mogę powiedzieć to samo. Ideał?Nie.Ma swoją ,,Piętę Achillesa''.Nie mogę jednak zdradzić co to jest.
Magia:
-Posiada jad w kłach i zebach
-Zmienno kształtność
tak,tylko tyle.Uważa że magia jest tylko dla tych którzy nie umieją wykorzystac swej siły.
Rodzina:-
Zauroczenie:-
Partner:-
Potomstwo: ,,To tylko zaobowiązanie, a ja nie zamierzam miec partnerki dłużej niż miesiąc''
Historia:Hondo-używany przez ludzi to polowań, w wieku 2 lat trafił na arenę walk psów. Rok później trafił do schroniska wraz z innymi psami z placu boju.Spedził tam dwa miesiące, potem udało mu się uciec udając martwego.Dotarł do lasu i czując zew natury osiadł tam na stałe.
PK: 0
Nick: Mr.Snape
Nowa!
Wiek: 5 lat
Płeć: wadera
Stanowisko:
Charakter: Snowfall jest miła, skromna i pomocna oraz wesoła i zabawna; lubi się też śmiać, niestety jest też trochę nieśmiała. Lubi być oryginalna i nie lubi kiedy ktoś jej rozkazuje; jest lojalna i stara się nie kłamać. Jest nieuważna i nie ma zbyt dobrej pamięci, co wcale nie oznacza, że jest głupia. Wręcz przeciwnie, jeśli dasz jej czas na zastanowienie się może się okazać mądrzejsza od ciebie. Przez to bywa zaskakująca i nieprzewidywalna. White jest raczej cicha i nie przebywająca w centrum uwagi i nie zawsze myśli zanim coś zrobi. Jest również szczera i nie zmieni się dla kogoś tylko po to żeby mu się popisać. Woli być taka jaka jest i cieszyć się z tego.
Umiejętności: szybka, zwinna, dobrze poluje i dobrze skacze, ale nie umie się wspinać, raczej nie jest zbyt silna, nawet radzi sobie z pływaniem
Magia: potrafi latać i teleportować się, patrzeć w przyszłość i przeszłość, jej rany nadzwyczaj szybko się goją
Rodzina: nigdy jej nie poznała
Zauroczenie: Leo
Partner: szuka
Potomstwo: lubi szczeniaki i chciałaby mieć swoje
Historia: Jako mała wadera Snowfall została podrzucona pewnej rodzinie. Swoich prawdziwych rodziców nigdy nie znała i nie wiedziała z jakiej watahy pochodzi. Dorastała w rodzinie zastępczej ze starszą siostrą, która wszystko jej zabierała i we wszystkim była chwalona. Za to Snowfall nie była tak bardzo kochana przez nowych rodziców, ale znalazła sobie kilkoro przyjaciół w watasze, którzy byli w jej wieku i bardzo ją lubili. Wśród nich były dwie wadery i dwóch basiorów, z których w jednym się zakochała. Któregoś dnia postanowili wyruszyć na wyprawę do najniebezpieczniejszej części watahy czyli w Czarne Góry, których nikt jeszcze nie przeszedł. Co prawda Snowfall się bała, ale dała się namówić na wyprawę i wraz z przyjaciółmi poszli. Przeszli na drugą stronę gór, ale już bez jednej wadery i jednego basiora, którzy zginęli. Nie znaleźli już drogi powrotnej więc chcięli poszukać nowej watahy. W magicznym lesie pogubili się i każde z nich poszło w inną stronę. White nie wie co stało się z jej przyjaciółmi, ale ona znalazła Watahę Zorzy i dołączyła do niej.
PK: 0
Nick: ara-felki
Od Leo
Skrzywiłem się patrząc ponuro na zamglony krajobraz. Leżałem w swojej grocie gdyż dopiero przed chwilą się obudziłem. Ponieważ uznałem, że leniuchowanie przez cały poranek nie ma sensu, nawet jeśli na zewnątrz jest zimno i wilgotno, więc zwlekłem się z posłania i wyszedłem na zewnątrz. Owionął mnie chłodny wietrzyk co sprawiło, że wzdrygnąłem się lekko. Truchtem, trochę dla tego, że byłem porządnie głodny, a trochę z tego powodu iż chciałem się rozgrzać, ruszyłem w stronę Złotego Lasu rozglądając się bacznie za jakąś zwierzyną. Po chwili dostrzegłem lisa kręcącego się między drzewami.
- Sorry stary - szepnąłem i skoczyłem na ofiarę nie tylko moją, ale i losu, która nadzwyczaj łatwo dała się zabić.
- Debil - mruknąłem pod nosem rozważając głupotę lisa po czym zabrałem się za jego konsumpcję. Kiedy się już najadłem zacząłem spacerować przez las. Przechodząc obok krzaków usłyszałem szmer więc zaczaiłem się i skoczyłem. Spodziewałem się królika bądź zająca, lecz to co zobaczyłem pod łapami nie przypominało, ani jednego, ani drugiego. Był to wilk patrzący na mnie w bezbrzeżnym zdumieniu.
- Cześć stary! - zaśmiałem się schodząc z niego i myśląc jakie miałbym szczęście gdyby obcy był jakąś miłą waderką.
- Co ci strzeliło do łba, że skaczesz na mnie? - spytał z wyrzutem, mierząc mnie wzrokiem.
- Pomyślałem, że to zając - przyznałem się - Tak w ogóle to jestem Leo, ale przyjaciele, których nie mam mówią na mnie Diabeł.
- Fajnie - posłał mi uśmiech - Crunchy. Nie orientujesz się może...
- Czy w okolicy nie ma może jakiejś miłej watahy do której mógłbyś dołączyć? - dokończyłem za niego.
- Tak, mniej więcej o to chciałem zapytać - przyznał z uśmiechem.
- Jestem alfą Watahy Zorzy którą właśnie założyłem - powiedziałem z nutą tryumfu, którego nie udało mi się ukryć.
- I co jesteś w niej sam? - zakpił Crun.
- Taaa... - westchnąłem - Znaczy się już nie bo do niej dołączyłeś!
Crunchy?
- Sorry stary - szepnąłem i skoczyłem na ofiarę nie tylko moją, ale i losu, która nadzwyczaj łatwo dała się zabić.
- Debil - mruknąłem pod nosem rozważając głupotę lisa po czym zabrałem się za jego konsumpcję. Kiedy się już najadłem zacząłem spacerować przez las. Przechodząc obok krzaków usłyszałem szmer więc zaczaiłem się i skoczyłem. Spodziewałem się królika bądź zająca, lecz to co zobaczyłem pod łapami nie przypominało, ani jednego, ani drugiego. Był to wilk patrzący na mnie w bezbrzeżnym zdumieniu.
- Cześć stary! - zaśmiałem się schodząc z niego i myśląc jakie miałbym szczęście gdyby obcy był jakąś miłą waderką.
- Co ci strzeliło do łba, że skaczesz na mnie? - spytał z wyrzutem, mierząc mnie wzrokiem.
- Pomyślałem, że to zając - przyznałem się - Tak w ogóle to jestem Leo, ale przyjaciele, których nie mam mówią na mnie Diabeł.
- Fajnie - posłał mi uśmiech - Crunchy. Nie orientujesz się może...
- Czy w okolicy nie ma może jakiejś miłej watahy do której mógłbyś dołączyć? - dokończyłem za niego.
- Tak, mniej więcej o to chciałem zapytać - przyznał z uśmiechem.
- Jestem alfą Watahy Zorzy którą właśnie założyłem - powiedziałem z nutą tryumfu, którego nie udało mi się ukryć.
- I co jesteś w niej sam? - zakpił Crun.
- Taaa... - westchnąłem - Znaczy się już nie bo do niej dołączyłeś!
Crunchy?
Nowy wilczek :)
Imię: Crunchy (Crunch, Crun)
Wiek: 6 lat
Płeć: basior
Stanowisko: samiec Beta
Charakter: Crunchy jest bardzo żywiołowym i wesołym wilkiem. Ma zawsze mnóstwo świetnych pomysłów i chętnie innym pomaga. Łatwo się zakochuje ale równie szybko mu się to nudzi. Jest wierny, bystry, sprytny i wytrwały. Crunch jest uparty, troszkę leniwy i lekkomyślny. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi, czasami bywa sarkastyczny i nie specjalnie interesuje go jakakolwiek nauka. Na szczęście jeśli się postara potrafi być poważny i ogarnięty. Lubi czasem marzyć i rozmyślać oraz polować dla zabawy nawet gdy nie jest głodny. Niczym się nie przejmuje i zawsze udaje mu się wymigać od kary jeżeli coś źle zrobił.
Umiejętności: Świetnie potrafi się wspinać i bardzo szybko biega. Skacze daleko ale nie wysoko.
Magia:
- aerokineza
- mentalne zadawanie bólu wrogowi
- wtapianie się w tło
Rodzina: starszy brat i siostra są w innych watahach, matka zginęła, a ojciec ich porzucił
Partner: szuka
Potomstwo: brak
Historia: Crunchy urodził się w Watasze Srebrnych Zbóż, posiadał dwójkę starszego rodzeństwa i rodziców. Kiedy miał pół roku mama zachorowała i umarła. Tata nie dawał sobie rady z wychowaniem trójki szczeniaków więc po prostu ich porzucił opuszczając watahę. Crun razem z rodzeństwem musiał sobie jakoś radzić przez trzy lata do póki Wataha Srebrnych Zbóż nie zaczęła się rozpadać. Wtedy i oni postanowili odejść. Podróżowali samotnie po świecie przez bardzo długi czas aż w końcu znaleźli trzy watahy. Jedną z nich była Wataha Zorzy. Wtedy też rodzeństwo pokłóciło się o to, do której watahy mają dołączyć. W końcu Crunchy dołączył do Watahy Zorzy, a jego rodzeństwo do dwóch pozostałych.
Nick: matisa10
Wiek: 6 lat
Płeć: basior
Stanowisko: samiec Beta
Charakter: Crunchy jest bardzo żywiołowym i wesołym wilkiem. Ma zawsze mnóstwo świetnych pomysłów i chętnie innym pomaga. Łatwo się zakochuje ale równie szybko mu się to nudzi. Jest wierny, bystry, sprytny i wytrwały. Crunch jest uparty, troszkę leniwy i lekkomyślny. Lubi spędzać czas z przyjaciółmi, czasami bywa sarkastyczny i nie specjalnie interesuje go jakakolwiek nauka. Na szczęście jeśli się postara potrafi być poważny i ogarnięty. Lubi czasem marzyć i rozmyślać oraz polować dla zabawy nawet gdy nie jest głodny. Niczym się nie przejmuje i zawsze udaje mu się wymigać od kary jeżeli coś źle zrobił.
Umiejętności: Świetnie potrafi się wspinać i bardzo szybko biega. Skacze daleko ale nie wysoko.
Magia:
- aerokineza
- mentalne zadawanie bólu wrogowi
- wtapianie się w tło
Rodzina: starszy brat i siostra są w innych watahach, matka zginęła, a ojciec ich porzucił
Partner: szuka
Potomstwo: brak
Historia: Crunchy urodził się w Watasze Srebrnych Zbóż, posiadał dwójkę starszego rodzeństwa i rodziców. Kiedy miał pół roku mama zachorowała i umarła. Tata nie dawał sobie rady z wychowaniem trójki szczeniaków więc po prostu ich porzucił opuszczając watahę. Crun razem z rodzeństwem musiał sobie jakoś radzić przez trzy lata do póki Wataha Srebrnych Zbóż nie zaczęła się rozpadać. Wtedy i oni postanowili odejść. Podróżowali samotnie po świecie przez bardzo długi czas aż w końcu znaleźli trzy watahy. Jedną z nich była Wataha Zorzy. Wtedy też rodzeństwo pokłóciło się o to, do której watahy mają dołączyć. W końcu Crunchy dołączył do Watahy Zorzy, a jego rodzeństwo do dwóch pozostałych.
Nick: matisa10
niedziela, 21 września 2014
Nowa wilczyca
Imię: May (май)
Wiek: 2 lata 6 miesięcy
Płeć: samica
Stanowisko: wojownik
Charakter: Radziecki żołnierz. Nieczuła na cierpienie. Masochistyczna. Pesymistyczna. Idealistyczna. Niedostępna.
Umiejętności: Wojna wiele ją nauczyła. Smukłe ciało odporne jest na wycieńczenie i głód. Nader szybka i zwinna.
Magia: -
Rodzina: -
Zauroczenie: -
Partner: -
Potomstwo: -
Historia: Szare ulice zlewały się monotonnymi barwami z dżdżystym niebem. Przechodnie potykając się o lodowate ciała, odmawiali w duchu różaniec. Ulicami płynęła krew. Wojna to dziwne zjawisko; zostawia piętno na wszystkim, czego dotknie. Май wysunęła się z budynku, mknąc cieniem wzdłuż opuszczonej fabryki. Wtem huk i ogłuszający wrzask ludzi tuż za jej plecami, sprawił, że zatrzymała się z bijącym sercem. Po sekundzie wszystko ucichło. Zrzucili bombę - nikt nie przeżył. Wilk zacisnął mocniej powieki, choć ślepia miał suche; nie potrafił uronić łzy. Zahartowany umysł mordercy nie czuły był na bezgłośne wołania o pomoc. Samica przyśpieszyła kroku, pokonując żużlowe skrzyżowanie. To był jej dom. Teraz – to ludzkie cmentarzysko. Musi uciec.
PK: 0
Nick: Cernunnos
sobota, 20 września 2014
Uwaga!!!
Blog jest już otwarty, chodź nie wszystko w nim jest jeszcze gotowe i wiele będę jeszcze uleprzać. Zapraszam do dołączenia!!!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)